Śpiew na placu zabaw:)
Tego dnia oczekiwałam z radością , pewną dozą niepokoju ale i zaufania, że wszystko będzie dobrze.
To właśnie dzisiaj mieliśmy z mężem poznać nasze nowe córeczki. Przekraczając próg domu dziecka czułam, jak adrenalina zaczyna we mnie pulsować, jak wchodzę na moje „ wysokie obroty – jest zadanie do wykonania”. Tak, zadanie … ale nie na 45 minut, nie na tydzień, rok, dwa, ale na całe życie. Zobaczyłam je: niebieskie bystro zerkające oczka, blond warkoczyki i uśmiech i mignęła mi jeszcze twarzyczka z kitką na czubku głowy, ale szybko zniknęła.
Marysia ( starsza 4 latka) zaprowadziła nas do sali przedszkolnej, Jadwinia ( 3 latka) już po niej biegała eksplorując otoczenie –wszak była tu po raz pierwszy. Nie mówiła, wyciągała rączki jak chciała coś zobaczyć. W pewnym momencie chcąc przykuć jej uwagę zaśpiewałam: „chodź, chodź tu do mnie” na dźwiękach sol, mi la. Jadzia stanęła, odwróciła się do mnie i nagle znalazła się tuż obok. Od tego momentu wiedziałam jak porozumieć się z nią, dzieckiem, które mówi tylko dwie sylaby: la i ma. Każdą sytuację trudną rozwiązywałam za pomocą śpiewu. Można by rzec „śpiewająco”.
Od grudnia 2018 roku są już z nami. Szybko „dogadałam się” z Jadwinią układając różne melodie oznaczające np.: chleb, masło, kawę , herbatę itd. Pytałam śpiewem ( improwizowałam na dźwiękach pentatoniki) a ona śpiewem odpowiadała.
Otoczyłam moje córeczki śpiewem jak kokonem. Śpiewałyśmy przy wstawaniu, śniadaniu ( wiem , że się nie powinno śpiewać przy jedzeniu, ale było to silniejsze niż zasady:)) kąpieli, myciu zębów, ubieraniu się, usypianiu i na dworze. Niesamowitym odkryciem było dla mnie to, że dziewczyny , śpiew na placu zabaw wymyśliły same. Bawiłam się z nimi a one nagle zaczęły śpiewać, podrzucały mi początki melodii piosenek, które akurat poznałyśmy i koniecznie chciały abym je wykonywała. Tkwiący, głęboko we mnie, metodyk nauczania muzyki od razu wykorzystał tę sytuację. Z młodszą Jadwigą kołysałam się w rytm ulubionych piosenek. Pomagał nam szum potoku i huśtawki.
Akcent muzyczny oraz miary mogły odczuć skacząc na trampolinie lub huśtając się rytmicznie na huśtawkach. Glissando „wyszło samo z siebie” podczas zjeżdżania na zjeżdżalni a wysokości dźwięku sol –mi mogły zobaczyć i poczuć na huśtawce typu „konik”. Idąc na spacer „ośpiewywałyśmy” każdego napotkanego pieska, kotka, kurę czy owce a także kaczki pływające po naszym potoku. Żałuję, że nie nagrywałam tych śpiewanek. Miałabym teraz niezły materiał dla dzieci ze żłobka 🙂
Jest wrzesień. Dziewczynki śpiewają wszystko, co mieści się w skali ich głosu, czysto. Jadwiga mówi coraz więcej a Marysia płynniej. Nie zapomina już o pierwszych sylabach w wyrazie a kiedy brak jej płynności w wymowie to śpiewamy przeciągając samogłoski. Dla mnie kolejny cud.
Cud śpiewu bez akompaniamentu. Głos śpiewającej ukochanej Mamy, ukochanego Taty, Pani w przedszkolu lub szkole . Ten głos, który każde dziecko powinno znać. Jest on tak inny w śpiewie, tak różny od podniesionego, zniecierpliwionego, za szybkiego, za głośnego, sztucznie ściszonego. Dzieci kochają ten głos.
Masz go zawsze ze sobą, możesz go użyć po prostu wszędzie.



Katarzyna
Piękne doświadczenie pedagogiczne i rodzicielskie