… i dziecko zaczęło śpiewać…
Prom Jawor dobijał już do brzegu w Kołobrzegu, było ciemno, ciasno i duszno. Stałam wśród innych pasażerów, jak oni, objuczona sakwami rowerowymi, plecakiem , kaskiem, gdy nagle u moich stóp usłyszałam czysty, jasny, dziecięcy śpiew: Panie Janie rano wstań. Zerknęłam na dół. Tuż przede mną, na rowerowym balocie, siedziała dziewczynka -miała może 2,5 roku? Maleńka, jeszcze wyraźnie nie mówiła a już śpiewała? I tak czysto? Czekałam co będzie dalej a ona wstała, zaczęła poruszać się w rytm piosenki, powtórzyła ją kilka razy mimo uciszania przez rodziców i usiadła. Zaczęła pod nosem tworzyć sobie śpiewanki na temat płynięcia na statku. Coś we mnie „puściło” i już już miałam podejść do jej rodziców, powiedzieć im, że ich dziecko warto rozwijać muzycznie, żeby nie zaprzepaścili takiego daru (Dzieci w tym wieku zaczynają śpiewać czysto zazwyczaj tercję małą w dół. Takie piosenki jak Wlazł kotek, Sto lat. To maleństwo śpiewało czysto w skali dla jej wieku za szerokiej.)

Wracając do wątku, więc już, już miałam podejść gdy… mama przykucnęła przy córce i włączyła się w jej wokalizę ( oczywiście po cichutku), następnie płynnie przeszła do prostych piosenek w języku angielskim i zakończyła znowu na Panie Janie. A to wszystko wśród cisnącego się, rozgrzanego tłumu ludzi, bagaży i kilku psów.
Zrobiło mi się ciepło na sercu, tak ciepło- spotkałam rodzica, który wie, że śpiew to fundament dla rozwoju dziecka. Śpiew własnego rodzica, bez akompaniamentu, utrudniającemu małemu dziecku kodowanie melodii. Ewentualnie z towarzyszeniem perkusyjnym drewnianej łyżki uderzającej o stół czy podłogę? Bez sztucznych dźwięków nagranych na keyboardach zapisanych w formacie mp3. Dawniej rodzice, jak nie znali za dużo kołysanek to śpiewali swoje ulubione piosenki, ale zamiast słów podkładali sylabę: la, na, ma. Strzał w dziesiątkę -bo nie chodzi o to , aby śpiewać tylko proste piosenki ( bo skala głosu dziecka , bo za trudne skoki interwałowe) ale by dziecko słyszało samą melodię i na niej się koncentrowało. Słowa troszkę utrudniają poznawanie samej melodii. Tak robiła moja mama i tata.
Do dzisiaj pamiętam zajęcia umuzykalniające w przedszkolu, gdzie (nie wiem ile to trwało, byłam za mała) dla mnie przez długi czas Pani bawiła się z nami w różne zabawy w kole, cały czas śpiewając. Uwielbiałam te zajęcia, kochałam tę panią miłością bezgraniczną, jak jej nie było w przedszkolu to tęskniłam.
To nie była Pani od rytmiki, której słuchałam jak oczarowana, to była MOJA PANI z PRZEDSZKOLA . Dzisiaj wiem, że były to przyśpiewki i zabawy ludowe, nawet znalazłam zbiór z którego pochodziły Gorzechowska , Kaczurbina : „Mało nas do pieczenia chleba”. Dzisiaj wszystkie te zabawy wykorzystuję w pracy z „moimi” dziećmi. Mam nadzieję, że sprawiają im one równie dużą frajdę do mnie kiedyś. Obserwując moich uczniów zastanawiam się co powoduje, że tak czysto śpiewają? Okazuje się, że większość przyśpiewek ludowych jest oparta na pentatonice, czyli dźwiękach do,re,mi,sol,la. Dzieci, które poznają nasz rodzimy folklor w naturalny sposób przyswajają sobie czysty śpiew, ponieważ ta skala pentatoniczna jest najłatwiejszą do zapamiętania i czystego śpiewu.

Próbuję przekazywać to, co otrzymałam w darze od pokoleń, nauczycielom podczas moich autorskich warsztatów „Przyśpiewuję i tańcuję”. Na początku, gdy mówię, że będziemy 12 godzin śpiewać i tańczyć czy bawić się do piosenek, rozlegają się pochrząkiwania, usprawiedliwienia: ” że już nie ten głos”. Jednak po tych 12 godzinach uczestniczki wychodzą zachwycone, rozśpiewane, roztańczone i bez bólu gardła. Cud? Ta
k, to cud śpiewu naturalnego, bez stresu, bez akompaniamentu, który podkręca tempo, który zmusza Ciebie do przekrzykiwania go, by zwrócić na coś uwagę dzieciom. To jest ten ” cud” skali pentatonicznej, najbliższej człowiekowi.



Gosia
Świetny artykuł. Gratulacje. Jestem pod wrażeniem.
SannyAlupt
Make a more new posts please 🙂
___
Sanny